sobota, 5 listopada 2016

Wyniki candy

Wczoraj był dla mnie bardzo radosny dzień, wieńczący wiele lat pracy. Mam nadzieję, że dzisiaj ja sprawię radość osobie, która otrzyma ode mnie cukiereczki :-)

Do losowania szczęśliwego numerka wykorzystałam Chłopca, który mając do wyboru liczby od 1 do 14 (bo tyle osób było chętnych na candy) wytypował numer 










9!

Gratuluję Shauni i poproszę maila z adresem do wysyłki!
Było mi bardzo miło się z Wami bawić :-) 




Udanego wieczoru :-)

sobota, 29 października 2016

Szydełkowa torebka i TUSAL październikowy

Moja mała siostrzenica ma niedługo urodziny. A że elegancka z niej panienka, pomyślałam, że przyda się jej torebka. Mam cichą nadzieję, że się jej spodoba :-)

Żeby nie było nudno, z każdej strony torebka jest nieco inna, choć utrzymana w tej samej tonacji kolorystycznej. 

Można prezentować tą stronę:



lub tą:


A w środku jest "dyniowa" podszewka, żeby nie gubić drobiazgów




Torebkę zgłaszam na wyzwania:

kolorystyczne w Klubie Twórczych Mam 


oraz #12 dynia kontra wrzos na blogu DIY zrób to sam


Odpowiadając na pytanie "dynia czy wrzos" ja mówię "wrzos i dynia!". W torebce połączyłam wrzosy z dynią zainspirowana ich barwą :-)

Jestem bardzo zadowolona z efektu. Danielko, gratuluję! Zgadłaś co zamierzałam udziergać z tych włóczek. 


I na koniec mój TUSAL-owy słoiczek, ostatnio nieco dokarmiony włóczkami.


Dziękuję za Wasze komentarze. Serce rośnie jak je czytam :-)

wtorek, 25 października 2016

Podsumowanie wyzwania 100 konkursów

W sierpniu podjęłam wyzwanie 100 konkursów i wytrwale je realizowałam na fb, instagramie, zabawach blogowych i portalach internetowych. 


  

Były w tym konkursy fotograficzne, wymagające znalezienia odpowiedzi na pytania, wyrażenia opinii oraz loterie, gdzie zwycięzca był wybierany w drodze losowania (w tym loteria paragonowa). 


moja praca na jeden z konkursów
Na niektóre z nich poświęciłam dużo czasu (przykład powyżej) na inne mniej, ale zawsze starałam się przyłożyć do zadania :-)

Pierwsza wygrana przyszła szybko, bo  już w drugim tygodniu trwania wyzwania. Był to konkurs Kukbuk'a, polegający na opisaniu jak spędzam kreatywnie czas z dzieckiem.



Druga nagroda to niespodzianka od Lasów Państwowych, za dołączenie do grona obserwatorów (jako 2000). Nie był to konkurs, ale stało się to za sprawą zdjęcia, które zamieściłam na instagramie, biorąc udział w konkursie organizowanym przez inny profil. Więc - dla mnie się liczy :-)



Trzecia nagroda to całe pudło kosmetyków od Klaudii z bloga She - wolf Spokojne życie dzikiej kobiety za odpowiedź na pytanie o najpiękniejsze wspomnienie tych wakacji. 


Rękawica do masażu była na mojej liście "do kupienia", tylko wiecznie o niej w sklepie zapominałam. Dzięki Klaudii już mam i używam codziennie :-) 
Jednym z ostatnich konkursów było wyzwanie na blogu Klub Twórczych Mam "Zrobione z Mamą" - Witaj szkoło! Witaj przedszkole!". Nasze, moje i Chłopca, prace mogliście zobaczyć w tym poście , zostały wyróżnione I miejscem :-)



Podczas trwania wyzwania nie miałam za to w ogóle szczęścia w loteriach.

Kilka uwag, które mogą być pomocne, jeśli chcecie rzucić się w wir konkursów:

1. Uważajcie na konkursy na fb. Kilka razy zdarzyło się, że dostałam informację wskazującą na wygraną. Jedyne co należało zrobić to zarejestrować się na stronie i zgodzić na wysyłanie płatnych smsów. Słaby interes. Czytajcie regulaminy, bo może ta zabawa drogo kosztować. 

2. Fajne konkursy widziałam na portalach Dojrzała Kobieta, Granice, Wizaż  i myślę, że będę od czasu do czasu zaglądać na te portale, żeby zagrać.

3. Konkursy to zabawa :-) nie trzeba w każdym wygrać. Jeśli źle znosicie porażki, to no cóż, nie polecam tej zabawy. 

Pochwalicie się swoimi wygranymi? 

sobota, 22 października 2016

Tym razem błękit i granat

Bardzo Wam dziękuję za pozytywne przyjęcie mojej poszewki z szopem. Jest mi bardzo miło! Trochę mnie jednak ten wzór c2c zmęczył i z przyjemnością wróciłam do mojej ulubionej formy czyli kwadratów babuni. Żeby nie było tak jak zawsze, nauczyłam się nowej jego wersji, w której płatków jest 16 a nie 12 i są bardziej wypukłe. 

Tak prezentuje się gotowa:



I w towarzystwie szopa:



A ja już dziergam coś nowego. I nie, nie będzie to poszewka.  Zgadniecie co powstanie?


Przypominam o moim candy! Czekam na zgłoszenia do 4. listopada  <<< KLIK >>>

niedziela, 9 października 2016

Zapraszam na jesienne candy

Czytelników, którzy lubią zabawy blogowe, zapraszam na moje jesienne candy. Do wygrania książka wprowadzająca w tajniki filcowania i nowa metalowa ramka (pasuje na zdjęcia formatu 9 x 13 cm). Czy znajdzie się ktoś chętny?


Zasady:
1. Wyraź w komentarzu, pod tym postem, chęć wzięcia udziału w candy.
2. Napisz, jakie jest Twoje hobby, pasja lub ulubiony sposób na spędzanie tzw. wolnego czasu. 
3. Jeśli prowadzisz bloga, udostępnij na nim informację o moim candy (banerek do pobrania powyżej), a jeśli nie - udostępnij tą informację na fb lub instagramie
4. Zapisy trwają do 4 listopada. Wyniki ogłoszę w ciągu tygodnia w oddzielnym poście. 
5. Wygrywa jedna osoba. Wysyłka nagród na adres na terenie Polski. 
6. Zostań obserwatorem mojego bloga, jeśli naprawdę podoba Ci się to, co na nim publikuję. 

sobota, 8 października 2016

Poszewka SZOP

lub inaczej "co się odwlecze to nie uciecze

W poduszce z wizerunkiem szopa zakochałam się od pierwszego wejrzenia na blogu Majaleny <<TU>> i byłam bardzo szczęśliwa, gdy okazało się, że Majalena przygotowała tutorial jak wykonać taką poduszkę <<TU>> .  Szybko nauczyłam się wzoru przeplatanego (znanego też jako c2c corner to corner) i wykonałam poduszkę z kotwicą. Potem nastały wakacje pełne podróży i szydełkowanie poszło w odstawkę. Wraz z nastaniem września zaczęłam pracę nad poszewką i w ciągu miesiąca ją udłubałam. I teraz z kanapy patrzy na mnie zwierz.



Gdy przyszyłam udzierg do plecków poduszki, moje dziecię zapytało: "A dla kogo ta poszewka będzie?" - taki jest przyzwyczajony do tego, że rozdaję moje dzieła :-) Ta poduszka zostaje u mnie, ale już tworzę kolejną na prezent:


Kolory zdecydowanie moje, ale i dziewczyny, z myślą o której szydełkuję poduszkę. Wciąż są to kwadraty babuni, ale nieco inne niż robiłam to tej pory <<TU>> czy <<TU>>. Szydełkowanie uzależnia, ale chcę trwać w tym nałogu!

niedziela, 2 października 2016

TUSAL październik i moje nowe sukulenty

Wrzesień minął mi super szybko i nic w słoiku TUSALowym nie przybyło, ale mam nadzieję, że już wkrótce dołożę do niego końcówki włóczki z aktualnej robótki (tak, z tej, na której tle stoi słoik ;)




Kiedyś miałam w mieszkaniu mnóstwo roślin doniczkowych. Miałam fazę na rozmnażanie fiołków z liści i wsadzanie różnych odnóżek pozyskanych od znajomych. Miałam nawet Money Plant (Pilea), obecną królową internetów i obiekt pożądania wielu :-)  Potem urodził się Chłopiec, a wiele w kwestii roślin domowych zmieniło się wraz z tym, jak nauczył się samodzielnie poruszać. Podążał wytrwale w kierunku stojących na podłodze doniczek z roślinami by obrywać im liście i wybierać ziemię, którą następnie radośnie rozrzucał dookoła. Duże rośliny wyjechały do mojego domu rodzinnego, a małe niemieszczące się na parapecie kuchennym, na klatkę schodową (i niestety w tym Pilea, którą wspominam teraz z żalem). Kwestia kwiatów nadal jest problematyczna, bo choć Chłopca one już nie obchodzą, to w zamieszkiwanym obecnie mieszkaniu dysponuję właściwie tylko dwoma małymi parapetami. Tam stoją mniejsze doniczki, a większe rozstawiam po kątach mieszkania. Z okazji przed- i wczorajszych zakupów w markecie budowlanym, z sekcją roślin doniczkowych, skusiłam się na dwa sukulenty. Małe doniczki, więc pójdą na parapet. Czyż nie są urocze?

"Zabiorę Cię właśnie tam ...." czyli do domu

Ten dołączył do poprzednika dzień później

Na parapecie

P.S. Na Pileę znajdę miejsce, więc gdyby ktoś zechciałby ofiarować mi sadzoneczkę (lub wymienić na coś - kwestia do ustalenia) to z radością przyjmę. 

piątek, 23 września 2016

Tablica motywacyjna czyli jak zmienić nastawienie dziecka do odrabiania lekcji

Wakacje obfitujące w wyjazdy i inne atrakcje jak zwykle skończyły się znienacka i znaleźliśmy się ponownie w szkolnej rzeczywistości. Chłopiec poszedł do III klasy. Zdawać by się mogło, że przez pierwsze dwa lata pogodził się z nieuchronnością obowiązku szkolnego i codzienną porcją pracy domowej, jednak pierwszy tydzień szkoły dobitnie pokazał, że nie. Już od wtorku na moje radosne zawołanie o poranku: "Dzień dobry, wstawaj do szkoły!" odpowiedziało mi mało entuzjastyczne "Co????!!! Znowu??!!" Popołudniami zaś było jeszcze mniej przyjemnie, jak okazywało się, że trzeba wypełnić 2-3 strony w zeszycie ćwiczeń i przepisać do zeszytu 5 długich zdań o wybuchu II wojny światowej oraz nauczyć się nazw miesięcy po angielsku. Istny dramat, pot i łzy.... tak, tych ostatnich całe morze. I to poczucie niesprawiedliwości, i to pytanie świdrujące w głowie (głowach): dlaczego ja? 
Po tygodniu (o przepraszam, 5 długich dniach) walki, Małż wyszedł z propozycją przygotowania tablicy motywacyjnej. Chłopiec dostał kartkę, ołówek, kredki i inne materiały papiernicze.  

Krok 1: ustalenie stanu
Najpierw zapytaliśmy Chłopca, czy lubi odrabiać lekcje i się uczyć (wg naszych obserwacji powinna paść negatywna odpowiedź i ... padła). Pytanie 2 "Czemu chodzisz do szkoły i uczysz się" i odpowiedź (ha! znowu taka jakiej oczekiwaliśmy) "bo muszę". 
Po ustaleniu tych faktów poprosiliśmy Chłopca o napisanie ołówkiem na kartce czasownika "Muszę" i wypisanie aktywności związanych ze szkołą. 

Krok 2: zmiana nastawienia
Na przykładach z naszego życia tłumaczymy, że rzeczy, które robimy bo musimy nie przynoszą nam radości i satysfakcji, w odróżnieniu od tych, które lubimy i które robimy z chęcią. Tłumaczymy, tłumaczymy, rozmawiamy długo, żeby się upewnić, że Chłopiec rozumie, że pozytywne nastawienie to klucz do sukcesu. Gdy wszystko jest wyjaśnione, prosimy, by Chłopiec starł gumką napisane wcześniej słowo "muszę" i zamienił je na "Chcę i lubię" nawet jeśli nie do końca się teraz z tym zgadza. Po tym jest czas na najprzyjemniejszą część zadania czyli ozdobienie tablicy. Chłopiec używając dmuchanych mazaków ozdabia pieczołowicie swoją tablicę motywacji (format A4), nakleja uśmiechnięte buźki. I gotowe!

Tablica Chłopca



Dla towarzystwa ja też zrobiłam swoją tablicę motywacyjną :)

Moja tablica


Tablice wieszamy w widocznym miejscu - na lodówce i czekamy na efekty. 


Po dwóch tygodniach od zrobienia tablicy problemy z odrabianiem lekcji są ....  dużo mniejsze. Są dni, że ich w ogóle nie ma (ha! dziwnym trafem, to są te dni, gdy zdarza mi się wyjechać służbowo lub dłużej zostać w pracy). Chłopiec przychodzi ze szkoły, siada i odrabia lekcje :-) Czyli działa :-) 

 ***
Chłopiec wykonał też inne prace w związku z rozpoczęciem roku szkolnego, chociaż te miały służyć mi. Szmaragdowa kosmetyczka (mogąca też być piórnikiem albo etui na okulary) z ozdobnymi przeszyciami oraz dwukolorowe filcowe serce wykonane w 99,9% przez Chłopca (mój udział 0,1% to nawlekanie igły i robienie na niej supełka :)  




Szczerze mówiąc, byłam nieco zdziwiona tą chęcią Chłopca do szycia, bo nigdy w ten sposób nie spędzałam z nim czasu :-) choć na pewno nie raz widział mnie szyjącą :-)

***
Tablicę motywacyjną oraz przedmioty z filcu zgłaszam na wyzwanie "Zrobione z Mamą - witaj szkoło, witaj przedszkole" na blogu Klub Twórczych Mam 



http://klub-tworczych-mam.blogspot.com/2016/09/wyzwanie-zrobione-z-mama-witaj-szkoo.html

sobota, 10 września 2016

Uszyłam sama czyli jak pozyskać odzież za darmo

Spódnicę uszyłam sama. Uszyłam ją w weekend majowy, ale biedaczka 3 miesiące czekała na wykończenie. Do jej wykończenia zmobilizowało mnie kończące się lato. Trochę głupio włożyć pracę i wysiłek w uszycie czegoś, czego by się ani razu nie użyło w danym sezonie, prawda?



Wykrój burda (ale zmodyfikowany - spódnica krótsza i miej marszczona), materiał - prezent, guzik i zamek błyskawiczny - z zasobów własnych i maminych. Koszt zero złotych :-)


Spódnicę zabrałam na wieczorny spacer wokół Jeziora Długiego (Olsztyn). I oczywiście, nie mogłam się oprzeć widokom. Lubię, zdecydowanie :-)







Miłej soboty i niedzieli! Nie siedźcie w domu :-)

czwartek, 1 września 2016

TUSAL 2016 wrzesień

Chyba po raz pierwszy nie zaskoczyła mnie data nowiu i termin pokazania słoika. 



1 września to dzień powrotów: do szydełkowania, gotowania z użyciem warzyw wyhodowanych w ogródku, szkoły, wzmożonej pielęgnacji włosów (olej :-)


Po powrocie z urlopu do domu odczułam potrzebę zmian w mieszkaniu, polegających na pozbywaniu się nadmiaru przedmiotów. Oddałam nieużywane ubrania, wystawiłam książki na allegro. Ku mojemu zdziwieniu sprzedałam 3 książki małża (i to tom 3 i 4 pewnej opowieści) i tylko jedną moją. Po 20 września wystawię niesprzedane książki ponownie, a gdy nadal nie będzie zainteresowania oddam do biblioteki. Z komody w salonie usunęłam połowę bibelotów i jestem zadowolona z jej wyglądu.


"Eksperymentuję" z instagramem :-) Jeśli jesteście ciekawi zdjęć, jakie tam zamieszczam to zapraszam na profil @maneruki  

sobota, 13 sierpnia 2016

Ziemia Kłodzka w cztery dni

czyli wspominam moją wakacyjną wyprawę

Bardzo dziękuję Wam za miłe przyjęcie posta o Wrocławiu i podzielenie się w komentarzach miejscami wartymi zobaczenia, o których nie wspomniałam. Z Wrocławia pojechaliśmy do Kłodzka i  na tereny Ziemi Kłodzkiej. Wszystkie miejsca, które odwiedziliśmy, z czystym sercem polecam. 

Dzień 1
Jadąc z Wrocławia zatrzymaliśmy się na dłużej w Kłodzku. Samo centrum miasta, z mostem przypominającym most Karola w Pradze, bardzo mi się spodobało. I gastronomicznie też bardzo przypadło nam do gustu, bo pyszny obiad zjedliśmy w restauracji/jadłodajni oferującej domowe posiłki. Po kilku dniach w podróży tego mi było trzeba :-) domowego jedzenia!





Niewątpliwą atrakcją Kłodzka, na odwiedzenie której się zdecydowaliśmy, jest twierdza.  Zwiedziliśmy i twierdzę i jej podziemia. Wycieczka trwała 2,5 godziny, a przewodnikami byli młodzi ludzie, prawdziwi pasjonaci. W podziemiach zdecydowaliśmy się na spacer korytarzem o wysokości ok. 1 m (hehe, spacer w kucki, wąskim korytarzem to nie jest atrakcja dla cierpiących na klaustrofobię, ale dałam radę).


Dzień 2
Nocowaliśmy w małym, spokojnym miasteczku o nazwie Stronie Śląskie. Zbyt późno się zorientowaliśmy i niestety nie było już biletów na wejście do największej atrakcji tego regionu czyli Jaskini Niedźwiedziej. Mimo tego absolutnie nie nudziliśmy się! Odwiedziliśmy kopalnię uranu w Kletnie i urocze Międzygórze oraz "wspięliśmy" się na Igliczną (w nawiasie, bo wcale nie było ani wysoko ani stromo, ale Chłopiec nie nawykły do chodzenia po górach jęczał skargi pod nosem :-)


 Stronie Śląskie

Skała w kopalni uranu, Kletno

  
Międzygórze



Dzień 3
Uwielbiam polskie komedie z dawnych lat i dlatego nie mogłam ominąć Lądka Zdroju ("Nie ma takiego miasta jak Londyn. Jest Lądek Zdrój!"). Poszliśmy do zakładu przyrodoleczniczego na szklaneczkę (a raczej papierowy kubek) mineralnej. W takim pięknym wnętrzu każda woda smakuje :-)





Idąc za ciosem, pojechaliśmy do Polanicy Zdroju, gdzie znaleźliśmy kolejny nocleg. Małż z Chłopcem rozegrali partię szachów (wynik: remis) i chyba się trochę przy tym nachodzili :-)




Dzień 4
Szczeliniec. Idąc za dobrą radą naszych gospodarzy ze Stronia, wybraliśmy się tam rano i zaczęliśmy wspinaczkę ok. 9. Na szlaku nie było jeszcze wielu turystów i było bardzo przyjemnie. Widoki - niezapomniane :-)





Zdaję sobie sprawę, że jeszcze wielu innych pięknych miejsc w Kotlinie Kłodzkiej nie zobaczyliśmy :-) Jest więc powód by jeszcze kiedyś się tam wybrać :-)